#blogocukrzycy #Chorwacja

Lekarskie opowieści czyli leczenie na wakacjach z cukrzycą

10/05/2013BlueSugarCube

Nie zawsze da się uniknąć lekarza na wyjeździe, zwłaszcza gdy zależy nam na kolejnych udanych dniach. Ja niestety jestem zawsze tą osobą, która coś złapie - wszyscy zdrowi, a tylko ja się przeziębię. Szczęście w nieszczęściu - dzięki temu jestem przyzwyczajona do siedzenia w kolejce, gadania z lekarzem czy brania różnych leków i przestrzegania zaleceń. Miałam dwa spacerki do lekarzy - jednego w Chorwacji, drugiego w Polsce...

Z zimnego jeziora w Bośni niestety ja jako jedyna nie wyszłam bez szwanku. Dwa dni później bardzo źle się czułam, bolał mnie brzuch i chodziłam ciągle do toalety. Gdy chodziliśmy po Dubrovniku i już nie było żartów, bo myślałam że zemdleje stwierdziłam, że nie dam rady i muszę iść do lekarza żeby powiedział co mi jest. Miałam nadzieję, że nie jest to problem natury pokarmowej ze względu na to, że i tak już się odwodniłam, a nie chciałam mieć dalszych kłopotów. Wynik skoczył i oczywiście nie chciał spaść do czego również przyczynił się stres. Mój chłopak poszedł do informacji zapytać o najbliższy szpital. Okazało się ,że jest niedaleko i bezproblemowo przyjmuje turystów. Gdy dotarliśmy na miejsce autem udaliśmy się do pierwszej pomocy gdzie spotkaliśmy kilku oczekujących ludzi z różnych krajów. Denerwowałam się (jak to ja:P), po chwili pojawił się lekarz - około 30-letni mężczyzna i zapytał co mi dolega. Gdy pobieżnie wytłumaczyłam po angielsku o co chodzi, powiedział że za chwilę mnie przyjmie i faktycznie po kilku minutach weszliśmy na badanie (weszliśmy razem, bo nie chciałam być sama).Wytłumaczyłam dokładniej jak się czuję, na co jestem chora i uczulona. W Chorwacji chyba jeszcze nie weszły pompy insulinowe albo nie są tak popularne, ponieważ lekarz mnie zapytał czy to mój glukometr. Gdy powiedziałam co to jest, odpowiedział że pierwszy raz ją widzi i że wygląda super;) Brzuch bolał mnie cały, więc nie wiedziałam gdzie jest źródło bólu - dowiedziałam się, że mam po prostu zapalenie dróg moczowych (ucieszyłam się, że nie sprawy żołądkowe), co potwierdziło badanie moczu, w którym były białe krwinki wskazujące na stan zapalny. 

Dostałam recepty i trochę się uspokoiłam. Za wizytę musieliśmy zapłacić na miejscu (400 kun czyli ponad 200 zł) mimo EKUZu, ale wystarczy że pojedziemy do NFZ i pieniądze zostaną zwrócone za pierwszą pomoc. Leki kosztowały około 50 zł (antybiotyk i lek na skurcz mięśni) co mnie mile zaskoczyło, bo myślałam że będzie drożej. Postanowiłam się jeszcze dodatkowo upewnić co do leków i poszukałam ich w internecie - okazało się,że taki antybiotyk jest w Polsce i przeczytałam ulotki po polsku. Znalazłam również bardzo pożyteczną stronę OSOZ czyli ogólnopolski system ochrony zdrowia gdzie można wpisać nazwy leków i sprawdzić czy są między nimi interakcje https://www.osoz.pl/osoz-www/leki/interakcje (baza działa na pewno, ponieważ wpisałam na próbę Acard i Apap - pokazało, że interakcja jest istotna) Jeszcze - jak to ja - stwierdziłam,że zabulę to 5 zł i zadzwoniłam do dwóch aptek w Polsce aby się dopytać o kilka rzeczy :D Dopiero wtedy wzięłam ten antybiotyk xD Wiem, że pewnie część z Was się śmieje, ale oprócz cukrzycy mam jeszcze na koncie kilka innych cudownych dodatków chorobowych i biorę różne inne leki, więc wszystko sprawdzam 10 razy. Tak, jestem hipochondrykiem :D Oczywiście po kilku dniach mi się poprawiło :) Skończyłam brać leki dokładnie w moje urodziny, więc musiałam przenieść imprezę - posiadówkę na następny dzień ;) (jak już byliśmy w Zakopcu).

Gdy przyjechaliśmy do Zakopanego pomyślałam o tym żeby skontrolować mój stan (zresztą jeszcze trochę mnie miętosiło w środku:P). W internecie znalazłam szpital, w którym była nocna pomoc lekarska tj. od godziny 18 można przyjść właściwie bez kolejki do internisty (czasem tak robię w domu - gdy nie mogę się dostać do lekarza, a potrzebuję wizyty bez recepty to idę na nocną pomoc i można bez problemu na dowód pójść na wizytę). Oczywiście podrzuciła mnie moja druga połowa ;D Wszystko przebiegło bardzo sprawne - spisano mnie z dowodu, dostałam kartę i byłam pierwsza w kolejce:D Trafiłam na bardzo miłą panią doktor:) Gdy pielęgniarki zobaczyły moją pompę od razu chciały ją oglądać i studiować :D musiałam pokazać moje wkłucie i coś powiedzieć o tym jak to działa. Zastanawiam się z czego to wynika, czy akurat w tym rejonie Polski pompy nie są tak popularne/znane/? Czy to akurat w tym szpitalu? Dowiedziałam się, że jeszcze jestem odrobinę niedoleczona i muszę się dobić czymś w stylu furaginy ;D Starałam się nie przemęczać i nie szaleć z wyprawami - raczej spacery ;) Ale mimo wszystko spędziłam miło czas:) Powiedziałabym, że szczęście w nieszczęściu - byłam chora na wakacjach, ale się wprawiłam :D Teraz czas się zbierać na uczelnię - szczęście, że wyjątkowo w tym roku na ASP mam zajęcia od najbliższego czwartku ;D


Weronika BlueSugarCube

You Might Also Like

0 komentarze | comments

Napisz do mnie | Write me